Są czdową rewelacją tego roku! Ich kariera przypomina historię Kopciuszka, którego książę wyciągnął z kuchennych zakamarków małego miasteczka
Podczas tresy Ozzfest muzycy wyłaniali się z... ubukacji, podczas Family Values Tour wychodzuli z latającego spodka. "Jesteśmy jak gówno, które wychodzi w kawałkach" - tak dość ekstrawagancko i przewrotnie opisał pierwszy z koncertowych pomysłów Fred Durst, lider amerykanskiej kapeli Limp Bizkit. A Ozzfest i Family Values Tour to dwie największe czadowe trasy koncertowe, które objeły w 1998 roku całe Stany Zjednoczone. Właśnie Limp Bizkit był ich najjaśniejszym punktem.
Do tej pory czdowe kapele uzywały rapu jako dodatku do swoich ciężkich riffów. Limp Bizkit zmienił proporcje. U nich podstawa jest rap, a potężne dźwięki gitar i perkusji mają tylko wzmocnić tę wybuchową mieszankę. Tak było na debiutanckiej płycie "Three Dollars Bill Y'All$" sprzed dwóch lat. Tak jest na najnowszym krążku "Significant Other", który przyciąga odjazdową okładką od kilku tygodni.
Pierwszy krążek sprzedał się świetnie, w samych Stanach poszło prawie półtora miliona sztuk. Głównie dzięki zwariowanej przeróbce hiciora George'a Michaela "Faith", i która podbiła rozgłośnie radiowe i listy przebojów. Przewiduje się, że drugiego krążka pójdzie przynajmniej trzy razy więcej! Przez pierwsze trzy tygodnie sprzedaż dobiła do półtorej bańki. Niezły wynik, godny pozazdroszczenia.
Na albumie "Significant Other" az roi się od czaderskich numerów i czaderskich gości. W odjazdowym "Nobody Like You" pojawia się na przykład sam Jonathan Davis z zespołu Korn i Scott Weiland z zapomnianej już trochę kapeli Stone Temple Pilots. Jest też Les Claypool z Primusa, który swoim basem przyozdabia kawałek "Message Of Les". A co do Korna - na Limp Bizkit mówi się "dzieci Korna". A to dlatego, że właśnie Davis i jego kompani wyciągnęli kapelę z otchłani miasteczka Jacksonville na Florydzie. Po prostu po koncercie w tym mieście goście z Korna trafili do klubu i przypadkowo zobaczyli ekipę Freda Dursta w akcji. Tak im się spodobała, że postanowili pomóc nowym kumplom i zabrali ich w trasę koncertową. Limp Bizkit wykorzystali szansę i teraz są juz na samym szczycie. Historia jak z bajki o Kopciuszku! Bo Limp Bizkit jest takim kopciuszkiem, którego książę wyciągnął gdzieś z kuchennych zakamarków małego miasteczka i zrobił gwiazdą pierwszej wielkości. Oczywiście czadową i odjechaną - jak przystało na kopciuszka z końca XX wieku.