Bravo nr 6 (15-18 marca 2001)



Tragedia w Australii. Członkowie grupy Limp Bizkit w szoku! Podczas ich koncertu na objazdowym festiwalu w Australii rozegrał się dramat: w wyniku masowej paniki i zadymy, jaka wybuchła na widowni, zmarła 15-letnia fanka...


tragedia wydarzyła się już podczas otwirającego występ Bizkitów kawałka "May Way". Kapela miała być gwiazdąwieczoru podczas jednego z koncertów odbywających się w ramach wielkiej objazdowej trasy "Big Day Out". Miał on miejsce 26 stycznia w Homebush Bay niedaleko Sydney w Australii. Gdy muzycy wyszli na scenę, na widowni zapanował kompletny chaos. Na widok czerwonej czpeczki Freda Dursta wielotysięczny tłum fanów zaczął napierać w kierunku sceny. "Dobry wieczór Sydney. Mam nadzieję, że się dobrze bawicie!", krzyknął do mikrofonu lider Limp Bizkit. W tej chwili przed sobą miał jedną wielką mieszaninę ciał, głów i wymachujących na wszystkie strony rąk. Wokalista od razu zorientował się, że coś jest nie tak, i uciszył swoich kumpli: gitarzystę Wesa Borlanda, basistę Sama Riversa, bębniarza Johna Otto oraz DJ-a Lethala. "Ludzie wyluzujcie!" - tymi słowami próbował uspokoić rozszalałą gawiedź. "Przestaniemy grać na pięć minut, żebyście mogli się trochę uspokoić, i żebyśmy wszyscy mogli się dobrze bawić...". Za późno - większość ludzi, napierana od tyłu przez innych, nie była już w stanie cofnąć się. Z przerażeniem w oczach Fred obserwował, jak tuż przed nim załamują się barierki, a fani z pierwszych rzędów zostają przyciśnięci do sceny. Część z nich zdołała się na nią wdrapać, inni przwracali się na ziemię. Kidy po kilku minutach sytuację opanowała straż pożarna, polewając tłum zimnym prysznicem z armatek wodnych, okazało się, że jest ponad 200 ranych, z czego 60 osób trzeba było przewieźc do szpitala. Na oczach Freda Dursta anitariusze reanimowali 15-letnią Jessicę Michalik, która doznała ataku serca. Niestety, jakiś czas później dziewczyna zmarła w szpitalu. Po tych tragicznych zajściach zaszokowani muzycy Limp Bizkit natychmiast zrezygnowali z dalszego udzału w trasie. Byli wściekli na organizatorów imprezy, których już wcześniej prosili o ściślejsze przestrzeganie wymogów bezpieczeństwa. Organizatorzy z kolei zrzucali winę na agresywną muzykę kapeli. "Jesteśmy przerażeni, przygnębieni i zrozpaczeni. Śmierć Jessiki będzie nas prześladować do końca życia!", napisał Fred w oficjalnym oświadczeniu na internetowej stronie Limp Bizkit.

Powrót