tragedia wydarzyła się już podczas otwirającego występ Bizkitów kawałka "May Way".
Kapela miała być gwiazdąwieczoru podczas jednego z koncertów odbywających się w ramach
wielkiej objazdowej trasy "Big Day Out". Miał on miejsce 26 stycznia w Homebush Bay
niedaleko Sydney w Australii. Gdy muzycy wyszli na scenę, na widowni zapanował kompletny
chaos. Na widok czerwonej czpeczki Freda Dursta wielotysięczny tłum fanów zaczął napierać w
kierunku sceny. "Dobry wieczór Sydney. Mam nadzieję, że się dobrze bawicie!", krzyknął do
mikrofonu lider Limp Bizkit. W tej chwili przed sobą miał jedną wielką mieszaninę ciał, głów
i wymachujących na wszystkie strony rąk. Wokalista od razu zorientował się, że coś jest nie
tak, i uciszył swoich kumpli: gitarzystę Wesa Borlanda, basistę Sama Riversa, bębniarza
Johna Otto oraz DJ-a Lethala. "Ludzie wyluzujcie!" - tymi słowami próbował uspokoić
rozszalałą gawiedź. "Przestaniemy grać na pięć minut, żebyście mogli się trochę uspokoić, i
żebyśmy wszyscy mogli się dobrze bawić...". Za późno - większość ludzi, napierana od tyłu
przez innych, nie była już w stanie cofnąć się. Z przerażeniem w oczach Fred obserwował, jak
tuż przed nim załamują się barierki, a fani z pierwszych rzędów zostają przyciśnięci do
sceny. Część z nich zdołała się na nią wdrapać, inni przwracali się na ziemię. Kidy po kilku
minutach sytuację opanowała straż pożarna, polewając tłum zimnym prysznicem z armatek
wodnych, okazało się, że jest ponad 200 ranych, z czego 60 osób trzeba było przewieźc do
szpitala. Na oczach Freda Dursta anitariusze reanimowali 15-letnią Jessicę Michalik, która
doznała ataku serca. Niestety, jakiś czas później dziewczyna zmarła w szpitalu. Po tych
tragicznych zajściach zaszokowani muzycy Limp Bizkit natychmiast zrezygnowali z dalszego
udzału w trasie. Byli wściekli na organizatorów imprezy, których już wcześniej prosili o
ściślejsze przestrzeganie wymogów bezpieczeństwa. Organizatorzy z kolei zrzucali winę na
agresywną muzykę kapeli. "Jesteśmy przerażeni, przygnębieni i zrozpaczeni. Śmierć Jessiki
będzie nas prześladować do końca życia!", napisał Fred w oficjalnym oświadczeniu na
internetowej stronie Limp Bizkit.